Będzie powtórka z KPO? Saryusz-Wolski o atutach i wadach SAFE
W czwartek w Radio Wnet Krzysztof Skowroński rozmawiał z Jackiem Saryuszem-Wolskim na temat zaciągniętej przez Polskę pożyczki na obronność w ramach unijnego "instrumentu finansowego" SAFE. Ekspert ostrzegł, że w szerszym znaczeniu Komisja Europejska poprzez powiązanie państw z unijnym długiem dokonuje kolejnego przedsięwzięcia nakierowanego na przyśpieszenie centralizacji Unii Europejskiej.
Nawiązał w tym kontekście do przemówienia jednego z czołowych przedstawicieli unijnego establishmentu Mario Draghiego, który na początku lutego zupełnie otwarcie wezwał do przekształcenia UE z konfederacji w federację. – Nie ma na to zgody obywateli państw członkowskich, nikt ich o to nie zapytał, a elity planują skok ustrojowy – zwrócił uwagę Saryusz-Wolski, jeden z najbardziej doświadczonych i obeznanych z funkcjonowaniem Unii Europejskiej polskich polityków.
Saryusz-Wolski: Pieniądze znaczone
Doradca prezydenta Nawrockiego ds. europejskich powiedział, że Bruksela nigdy nie zmarnuje okazji do rozdawania pieniędzy, żeby nie umocnić swojej władzy. Jak zaznaczył, dobrze, że są to pieniądze na obronność, modernizację armii i znakomicie, że część środków zostanie wydana w Polsce, natomiast zła wiadomość jest taka, że "są to pieniądze znaczone, uwarunkowane, których nie możemy wydawać dowolnie, jakbyśmy chcieli".
Jak tłumaczył, mechanizm finansowania SAFE jest bardzo podobny do KPO i obejmuje Rozporządzenie o warunkowości, czyli powiązane wypłat z oceną tak zwanej praworządności. Tak zwanej, ponieważ przypomnijmy, że o tym, co jest "praworządne", a co nie, ostatecznie decyduje Komisja Europejska, zdaniem krytyków, stosując w gruncie rzeczy kryteria polityczne.
Pożyczka na wiele lat. UE zabroniła wydatkować na sprzęt z USA
– Krótko mówiąc, za pośrednictwem tego funduszu Bruksela zamierza sterować zakupami i polityką zbrojeniową państw członkowskich, choć nie ma tego w swoich kompetencjach – powiedział doktor. Jak tłumaczył, środki te muszą być wydawane głównie na uzbrojenie produkcji unijnej i ukraińskiej, co jego zdaniem w praktyce oznacza zakupy w przemyśle niemieckim i francuskim, ponieważ nie wszystko da się zrealizować w Polsce. – Nie da się z tych pieniędzy kupować uzbrojenia pozaeuropejskiego – ani amerykańskiego, ani koreańskiego – ostrzegł. Wszystko to ma olbrzymie znaczenie, ponieważ Polacy będą spłacać ten długo do około 2070 roku, podkreślił.
Przypomnijmy, że rząd przekazał, że 80 proc. pieniędzy z SAFE ma być wydatkowana w polskim przemyśle zbrojeniowym.
– Przede wszystkim powinniśmy móc kupować to, chcemy. To, co wojsko powie, że jest najbardziej potrzebne, w konfiguracjach technologicznych optymalnych dla Polski. Nie powinniśmy być natomiast zmuszeni do kupowania nie tam, gdzie by nam to odpowiadało – powiedział, zauważając, że na razie lista planowanych zakupów nie jest jawna, jak np. w Rumunii.
– To jest jednak tak ogromna kwota, że prawdopodobnie rząd, jak już będzie dysponował tymi pieniędzmi, to nie będzie go stać, żeby jeszcze dodatkowo pożyczać pieniądze na inne uzbrojenie, którego za te pieniądze nie wolno kupić. Także jest to poważne ograniczenie swobody wyboru i są to konsekwencje, które powinno ocenić niezależni wojskowi eksperci – powiedział.
Analiza prawna. Pożyczka SAFE warunkowa jak KPO
Ocenę ekonomisty i europeisty potwierdza Instytut Ordo Iuris, który przygotował ważną analizę prawną poświęconą unijnemu "Rozporządzeniu SAFE", ustanawiającemu instrument finansowego wspierania państw członkowskich w zakresie wydatków na obronność i zakupy wojskowe. Analiza została zatytułowana "Nowy mechanizm finansowania obronności w Unii Europejskiej. Kolejne narzędzie wywierania wpływu na państwa członkowskie?". Z analizy wynika między innymi, że Komisja Europejska będzie mogła wstrzymywać Polsce wypłaty transz pożyczki podobnie, jak było to robione z pożyczką na realizację Krajowego Planu Odbudowy (KPO).
Z tytułu nowej pożyczki Polacy będą mieli do spłaty 185 miliardów złotych. Tymczasem pożyczki SAFE nie wzięły Niemcy. Te i inne pytania zostały postawione jedynie w nielicznych mediach, podczas gdy w przekazie mainstreamu nie ma praktycznie żadnej dyskusji o tym, czy rząd Donalda Tuska postąpił w tej sprawie właściwie.